Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andaluzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andaluzja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 kwietnia 2025

Nagle umysł zaczął się rozjaśniać...

Chcieliśmy podzielić się z Wami historią naszej małej życiowej rewolucji – i jednocześnie podziękować, bo macie w niej swój udział.

Od 11 lat mieszkaliśmy za granicą (Niemcy/Szwajcaria) i byliśmy święcie przekonani, że Polska to już dla nas zamknięty rozdział. Krytykowaliśmy ją na wszelkie możliwe sposoby i planowaliśmy przyszłość gdzieś w cieplejszym klimacie. Najnowszy pomysł? Hiszpania. Podczas kursu jogi zimowaliśmy tam, oglądaliśmy nieruchomości i byliśmy gotowi przenieść się na stałe.

I wtedy coś się zmieniło.

Może to efekt codziennej praktyki, może głębsze zrozumienie jogi, a może fakt, że rok temu skończyliśmy z alkoholem – ale nagle umysł zaczął się rozjaśniać. Przestaliśmy uciekać. Przestaliśmy myśleć w kategoriach „gdzie będzie lepiej”, a zaczęliśmy czuć, co jest dla nas dobre. I wtedy, nie wiedzieć kiedy, Polska zaczęła pojawiać się w rozmowach. Najpierw nieśmiało, potem coraz częściej, aż w końcu rzeczy potoczyły się błyskawicznie: wróciliśmy z Hiszpanii, wystawiliśmy mieszkanie na sprzedaż, a chwilę później byliśmy już na Dolnym Śląsku, przerejestrowując samochód.

Za ten zwrot akcji dziękujemy Wam wszystkim – bo to Wy (głównie Wy!) pokazaliście, że nad Wisłą można spotkać wspaniałych ludzi. Trzeba tylko umieć ich znaleźć.

A skoro już o jodze mowa – pandemia nie przyniosła światu wielu dobrych rzeczy, ale jedna okazała się kluczowa: dzięki niej indyjska szkoła jogi Kavaalya, po latach wzbraniania się, weszła do internetu. To pozwoliło nam dołączyć do tej coraz liczniejszej, nauczycielskiej rodziny i jeszcze mocniej zagłębić się w jogiczną ścieżkę.

Kavaalya nie skupia się tylko na fizycznym aspekcie jogi – tu są mantry, pranajamy, mudry, bandhy, filozofia, anatomia i mnóstwo innej wiedzy, która nie tylko wzbogaca praktykę, ale realnie zmienia życie. Polską edycję prowadzi inspirująca Paulina Ratajczak, a nad całością czuwa doskonały nauczyciel – jeśli już nie guru – Prashant Pandey. Są też inni wspaniali pedagodzy, których wskazówki potrafią przewrócić świat do góry nogami.

I to właśnie po tym kursie, po roku pełnej abstynencji i głębszej praktyce jogi zaczęły się dziać rzeczy, których się nie spodziewaliśmy. Najpierw w głowie, potem w życiu.

To dopiero początek – i już wiemy, że najlepsze jeszcze przed nami.

czwartek, 6 marca 2025

Dać się odurzyć naturze.

Ostatnie dni pobytu w Andaluzji spijamy, niczym alkoholik przechylający już przecież pustą butelkę, podstawiający język i czekający cierpliwie, a nuż coś jeszcze spłynie. Wysysamy każdą słodką kropelkę dnia, nie mogąc się wciąż nasycić. A po wchłonięciu tych wszystkich oszałamiających widoków, chodzimy do wieczora niczym odurzeni. Jak zwykli mawiać ludzie starzy: kiedy do wszystko zleciało? Przecież dopiero co przyjechaliśmy, a tu już trzeba się pakować z powrotem. Toż to niemal chwilę temu człowiek wciskał się w rajtuzki, celem pomaszerowania dziarsko do przedszkola, kiedy dziś właśnie zerka w lustro, by ku swej konsternacji zaobserwować pierwsze siwe pasemka. Ech...

niedziela, 23 lutego 2025

Jeszcze medytacja została do zamedytowania...

Dzień dobry!- krzyczy wręcz na powitanie, wyskakujące z morskich toni niczym z procy słońce- czas rozpocząć kolejny pełen przygód dzień. Wciskajcie dupska w galoty, stopy zaś w trzewiki i ruszajcie ku przygodzie! 
Ale jak to?- włączamy się do dyskusji- jako podmioty oraz przedmioty tejże, mamy chyba prawo do zabrania głosu. Przecież u nas czasu poważne niedobory, nic tylko wyginamy ciała na matach, recytujemy śpiewnie mantry, czy też dychamy świszcząco podczas praktyk pranajamy. Co, jak, kiedy?! Kurs nauczycielski w pełni, jeszcze medytacja została do zamedytowania, znaczy się wykonania, czy też odbycia- widzisz samo, słowa się nam już w ustach plączą i z ich sanskryckimi przodkami na językach mieszają- nie damy rady. Pilni z nas w końcu uczniowie, nie jakieś tam nygusy!
Oj tam, oj tam- macie kiedy bezwstydnie wystawiać do mnie gołe dupy, to i na spacer wygospodarujecie momencik, albo i dwa- no już, jazda, bo jeszcze zbyt mocno skórę przypiekę!
 

wtorek, 11 lutego 2025

Naturyzm, nudyzm, ekshibicjonizm...

Jak zapewne zauważyliście, przeglądając treści na naszym blogu, bardzo dobrze czujemy się w miejscach dzikich i odosobnionych. Tam, gdzie plaża, czy też szlak są dostępne jedynie dla nas. Kochamy obcować z żywiołami: ze słońcem, wiatrem, wodą i jesteśmy w stanie dużo zrobić, aby mieć taką możliwość. 
 

wtorek, 4 lutego 2025

Szepty skał

Podczas pobytu w Vera Playa spoglądaliśmy tęsknie na zachód, w stronę majestatycznego, białego miasteczka Mojacar, w kierunku majaczących na horyzoncie gór. Skały wzywały nas swym kamiennym szeptem, płynąca od nich cicha melodia kusiła nas coraz bardziej. Zaś położone u ich stóp, ulokowane w urokliwych zatoczkach plaże nęciły swym pięknem. Dzień po dniu. Doba po dobie. Aż w końcu się im udało, ich zawołania przyniosły skutek. Dotarliśmy na miejsce, jesteśmy w domu.

piątek, 31 stycznia 2025

Vera Playa zimą- miesiąc za nami.

Nasz pobyt w Torremar Natura zbliża się powoli do końca. Jeszcze kilka dni i opuścimy to osiedle, miejscowość Vera Playa, a tym samym naturystyczny raj. Nie smucimy się jednak, gdyż przenosimy się niewiele dalej, bo do miasteczka Mojacar Playa. Tam, w odróżnieniu od tutejszej wielkiej, szerokiej, piaszczystej plaży, czekają na nas urokliwe, ukryte za skałami zatoczki, gdzie można cieszyć się większą intymnością oraz spokojem. 
Wróćmy jednak do Torremar. Ta urbanizacja jest już trzecią, w której na przestrzeni ostatnich lat dane nam było mieszkać w Vera Playa i póki co najlepszą. W sumie to nie mamy się do czego przyczepić. Jest naprawdę ładnie i kameralnie. Wspaniała roślinność wypełnia wspólne przestrzennie, a liczne palmowe pióropusze kołyszą się przy powiewach wiatru, szumiąc kojąco tuż za oknem. Do sklepu blisko, do plaży także- czego chcieć więcej? Może basenu? Są dwa, w tym jeden podgrzewany- więc nawet najwięksi malkontenci powinni być zadowoleni.

wtorek, 14 stycznia 2025

Goło i... spokojnie.

Już tydzień minął od naszego przyjazdu do Very i nie był to czas nazbyt obfitujący w momenty, które sprawiają, że serce wyrywa się ku górnym poziomom tętna. Pełen luz, słońce, dwucyfrowe temperatury, szumiące leniwie morze oraz wtórujące mu palmy o zielonych pióropuszach. Zaś pośrodku całego tego anturażu my otoczeni tabunami siwych głów. Emeryci wszystkich krajów łączcie się!- to zawołanie dotarło do niejednego seniora z północy Europy, co w rezultacie sprawiło, iż są ich tutaj nieprzebrane tłumy. Gdybyśmy tylko chcieli, moglibyśmy spędzać całe dnie na pogawędkach przy kawie, grze w warcaby lub też szachy, czy nawet rzucając ciężkie, metalowe kule w petanque. Jedyna różnica miedzy tą okolicą, a innym typowym zimowiskiem jest taka, że wiele z tych czynności ma miejsce bez ubrań, czyli kolokwialnie się wyrażając- na golasa.

środa, 8 stycznia 2025

Vamos a la Vera Playa!

Nasza teleportacja do Hiszpanii nie przebiegła tak gładko jak w filmach z gatunku science-fiction i zamiast znaleźć się tam w ułamku sekundy, potrzebowaliśmy całych trzech dni jazdy. Tak to już jednak bywa, kiedy jest się przywiązanym do tradycyjnego środka transportu, jakim jest samochód, a dodatkowo nie ma się skłonności do pokonywania kilkunastogodzinnych tras późno w noc. Podróż podzielona na siedmiusetkilometrowe odcinki, to już górna granica optimum, jaką są w stanie znieść nasze niemal już emeryckie plecy. Tak, tak, w tym wieku, nie ma żartów, żadne przelewki. No i na siusiu ciągle trzeba się zatrzymywać.

wtorek, 27 lutego 2024

Spisek bez udziału brzóz.

Dzień za dniem egzystujemy sobie beztrosko, wesoło wygrzewając przyrodzenia, które słonko pieści gorącymi promieniami, nadając tym samym przyjemny dla oka kolor dobrze wysmażonych frytek, a tam, hen hen na szwajcarskiej ziemi zły los knuje wytrwale swoje oszukańcze intrygi. Jakie spiski, jakie podstępy, o co w ogóle się rozchodzi?- zapytacie zapewne zaabsorbowani naszym losem oraz poruszeni wewnętrznie do głębi. Otóż, kiedy my latamy z plaży na plażę niczym te niewinne motylki, to nasza zwyczajowa robota uleciała sobie również. Niestety jednak nie ku nam, lecz  w niebyt, czy też inny o.byt. Znaczy się jesteśmy (w zawodowym ujęciu) w przysłowiowej dupie.
 

poniedziałek, 19 lutego 2024

Każdemu Eden wedle potrzeb

W ramach kronikarskiego obowiązku dodajemy krótką notkę z czasu, który dzielił oba nasze pobyty na iście rajskiej, nadmorskiej pustyni (każdemu Eden wedle potrzeb). Po opuszczeniu Cabo de Gata, ze względu na drobne załamanie pogody, czmychnęliśmy ku cywilizacji. W progi blichtru i luksusu, do wynajętego na ten burzliwy okres mieszkania. A w sumie to dwóch, pobyt w których rozdzielił jednodniowy, kempingowy epizod.

piątek, 16 lutego 2024

A ci dalej o Cabo de Gata?

Kilka dni temu opuściliśmy surowy oraz tak pozornie niegościnny park przyrody Cabo de Gata. I już jest nam smutno z tego powodu, już zdążyliśmy zatęsknić. W miarę jak wiatr zwiewał pustynny kurz z pędzącego w stronę Malagi samochodu, nasze nastroje spadały wraz z nim. Z każdym odpadającym ziarenkiem rzedły nam miny, a znikające we wstecznym lusterku krajobrazy zabierały ze sobą dobry humor. Na parę dób wróciliśmy na łono cywilizacji, do miasta, do ludzi i ze stanu w jakim znalazły się nasze psyche, wnioskujemy, że to w zupełności wystarczy. Tęskno nam za skałami, pustymi szlakami oraz naszymi miejscami odosobnienia- robinsonowymi plażami.

piątek, 9 lutego 2024

Kolejne migawki z parku Cabo de Gata

Dni mijają bez litości, jeden po drugim uciekają w przeszłość, a my wciąż gubimy się pośród kamienistych ścieżek tej nadmorskiej, andaluzyjskiej półpustyni. Lutowe słońce pali czaszki, skóra czerwieni się coraz intensywniej na ramionach, zaś ta na nosach linieje niczym zamieszkujące niniejsze pustkowia węże. Co jakiś czas pośród wysuszonej roślinności, jak fatamorgana majaczy jakaś mała, rachityczna oaza zieleni. Taka wysepka życia, odrobinę wilgotnej gleby najczęściej zagospodarowanej przez okazałe palmy.

piątek, 2 lutego 2024

Park przyrody Cabo de Gata, czyli z powrotem pod namiotem.

Jak zimować, to najlepiej pod namiotem :). Przecież powszechnie wiadomo, że przełom stycznia i lutego stanowi najlepszy okres na tego rodzaju aktywność. Ale tak na poważnie- wcale nie jest tak źle, jakby mogło się wydawać z naszej środkowoeuropejskiej perspektywy. Toż to przecież samo południe Hiszpanii, tu słońce świeci niemal przez cały rok, mróz jest pojęciem zupełnie nieznanym, no i tuż za rogiem czeka już jedynie Afryka.

piątek, 26 stycznia 2024

Vera Playa- tam dyndają nie tylko...

Vera Playa to miejsce szczególne na naturystycznej mapie nie tylko Hiszpanii, ale i całej Europy. Zarówno ze względu na swoją historię, jak i na samą charakterystykę miejscowości. Nie jest to bowiem odizolowana, zamknięta enklawa, gdzie wielbiciele życia bez ubrań mogą oddawać się swojej pasji, niejako odcięci od reszty świata. Tutaj jest zupełnie inaczej, gdyż nie istnieją żadne bariery, nie ma ochrony, kontroli, czy innej formy  oddzielania amatorów równej opalenizny od osób przypiekających się w paski. 

środa, 29 listopada 2023

Słowiańscy Tuaregowie w Águilas

Jeżeli bliżej wam do Tuaregów, czy też Beduinów niż do Słowian, to okolice Águilas oraz sama Murcja są miejscami idealnymi do spędzenia jeśli nie całej, to chociaż części ziemskiej egzystencji, gdyż panuje tutaj prawdziwy półpustynny klimat. W rzeczy samej- jest to jedno z najsuchszych miejsc w Hiszpanii oraz całej Europie. Z drugiej strony jednak region jest wiodącym producentem warzyw, owoców, kwiatów, wina, ryżu i innych pyszności. Cuda jakieś!- zakrzykniecie zapewne- jak to możliwe? Wszystko zawdzięczamy ludzkiej kreatywności oraz inżynierii, gdyż dzięki sztucznemu kanałowi przekopanemu przez niemal pól kraju, Murcja czerpie wodę z najdłuższej na Półwyspie Iberyjskim rzeki Tag.

piątek, 24 listopada 2023

Czarna Jama

Pobyt w miejscowości Vera Playa, zwanej również naturystycznym rajem, rozleniwił nas odrobinę- jednak szczypta luksusu w postaci wygodnego mieszkania robi swoje. Człowiek nie ma już ochoty na wielogodzinne spacery, odkrywanie okolicy, czy też jogę na plaży, zaś myśl o zimnych porankach, wieczorach oraz nocach w namiocie przyprawia go o delikatne, uprzedzające przyszłość drżenie. Leżałby tylko niczym wielka jaszczurka na tarasie, popijał browary i tył, a długie wieczory spędzał grzejąc się przed farelką. Dlatego też po kilku dniach powiedzieliśmy dość (no dobra w sumie, to ze skąpstwa), wracając tym samym na samochodowy dach do brezentowego domku.

wtorek, 21 listopada 2023

Vera Playa- tam gdzie pewne rzeczy dyndają.


Koniec. Dość już z tym bezwstydnym pokazywaniem obnażonych zadków. Wystarczy negliżu, nudystycznych plaż oraz rozwodzenia się na tym, jak to przyjemnie jest, kiedy delikatny wietrzyk pieści nieskrępowane strojem ciało. Czas najwyższy na ukazanie życia w podróży, pora odsłonić odrobinę kulisy prawdziwego vanlife. W tym poście pokażemy Wam, jak to jest nocować podczas pierwszych listopadowych chłodów w dachowym namiocie na hiszpańskiej ziemi. Zdradzimy parę tajemnic oraz podsuniemy kilka przydatnych patentów w temacie biwakowania.