I choć Alpy do gór mikrych nie należą, a tamtejsze szczyty dumnie drapią chmury po brzuszkach, a mgły również niczego sobie, to jednak przed zaśnięciem marzył nam się powrót w Karkonosze oraz cieplickie, mroczne, białe opary.
Tak więc jesteśmy. Sakiewki napełnione frankami - czas zatem snuć knowania, jak by je tu przetransferować na kolejne podróże, tym razem relaksacyjno - krajoznawcze.
Załapaliśmy się nawet na poświąteczne dekoracje. Czego to tu nie ma: lampki, choinki, mikołaje. Całość natomiast okraszona klimatyczną mgłą. Trzeba przyznać, że wzruszają się serca nawet takich zatwardziałych antyświętowaczy jak my. Może to powrót do macierzy, a może po prostu starość :)
Nie napatrzyliśmy się na tego typu dekoracje w krainie Helwetów. Bo choć Szwajcarzy to ludek zamożny i w bogactwie opływający, to skąpy i nieczuły. Tak po prostu.
Posiedzimy do końca lutego na salonowej kanapie, po czym ruszamy na południe w poszukiwaniu wiosny.
Gdzie dokładnie? O tym już niedługo.
Mamy nadzieję, że śródziemnomorska roślinność, wyższe temperatury oraz wiosna wisząca już w pachnącym rozmarynem powietrzu - no i oczywiście szum morza - złagodzą odrobinę tęsknotę. Trzeba się więc porządnie nasycić, najlepiej na zapas.







