Benidorm położony jest w bardzo pięknej przyrodniczo, malowniczej wręcz okolicy. Rozciąga się niczym opasły kot na wygodnym legowisku utworzonym z piaszczystej plaży pomiędzy dwoma stromymi, skalnymi klifami. Z tyłu chronią go przed chłodnymi wiatrami rosłe góry, z przodu natomiast obmywają spienione morskie fale. Gdzie znajduje się więc problem, do czegóż to zamierzamy się przyczepić?
Otóż główny feler stanowi sam on, Benidorm (klik!) właśnie. Szpetna, poprzerastana szkaradnymi wieżowcami, niczym zdrowe ciało rakowymi wykwitami miejscowość, którą co by odebrać jej resztki uroku, wypełniają liczne hordy pijanych Anglików. Lecz czemu o tym piszemy?
Otóż jeśli urzekła was tutejsza przyroda, ale nie chcecie w pakiecie z nią otrzymać tego całego kłującego w oczu anturażu, postąpcie tak jak my, udajcie się tuż za miedzę, do starożytnego niemal miasteczka Altea. Czeka tam na was cała skąpana w bieli, niczym panna młoda starówka, bardziej kameralne, kamieniste plaże oraz mniej zionące alkoholowymi wyziewami towarzystwo.
Stąd, mając Alteę jako bazę wypadową, możecie oddawać się urokom odkrywania okolicy. Zaś z wielu punktów miasteczka, jakby ku przestrodze, widać okazały skyline Benidormu.
Hiszpańska pogoda nie zawsze rozpieszcza. Czasem zdarza się i tak, że pada deszcz. Momentami nawet intensywnie.
Dodatkowo potrafi się też ochłodzić. Po dłuższym okresie paradowania w krótkich porteczkach, jakoś tak dziwnie wzuć długie spodnie i (o zgrozo!) bluzę.
W takie dni organizm domaga się dodatkowych kalorii. Dobrze wzmocnić się filiżanką gorącej kawusi oraz pokrzepić się posypanymi cukrem parówkami ;) Oczywiście wegańskimi!
W końcu upierdliwe chmury odeszły sobie uprzykrzać wypoczynek innym turystom, a nad nami rozpostarł się jedynie błękit.
Skorzystaliśmy więc z okazji i ruszyliśmy na szlak. Benidorm od Altei oddziela sporej wielkości skalny masyw, który aż uprasza się o eksploracje.
Nie ma to jak w domu. Cisza, spokój, delikatny szum liści pomarańczowych drzewek. Szkoda tylko, że w tle, ukryta pośród zieleni hałasuje autostrada. Nie wierzcie we wszystko, co widzicie- szczególnie, kiedy (tak jak my) poszukujecie nieruchomości w internecie :)