wtorek, 1 listopada 2011

fine











Coś nam się relacja rozciągnęła, więc dziś już ostatni odcinek. Niestety wszystko zarówno dobre, jak i złe  ma swój kres.





Feltre- położone u stóp Dolomitów, urocze małe miasteczko. Jak widać mieszkańcy starają się przyciągnąć turystów. Darmowy parking z serwisem i dodatkowym miejscem koło samochodu na którym można się poopalać lub po prostu poleniuchować z piwkiem. Jedynym minusem jest zakaz wjazdu pojazdów z normą emisji spalin EURO 0 (chyba złamaliśmy ten zakaz :)).


 A to już San Daniele del Friluli. Kolejne luksusy :)








Małą amatorka cukru w saszetkach. Tylko w czasie gdy staliśmy obok zjadła trzy torebki :)



poniedziałek, 24 października 2011

lago di Garda


W tym roku udało się nam zobaczyć trzy europejskie jeziorowe szlagiery, a mianowicie Jezioro Bodeńskie, Balaton i właśnie Garda. Każde ma w sobie coś innego. I tak, Jezioro Bodeńskie oferuje nam wielu Niemców (można podszkolić język :)), zimną orzeźwiającą  wodę, piękne widoki, urokliwe miasteczka oraz drogie parkingi. Zaś oferta Balatonu to brak parkingów, za to dobre kempingi, gęste przybrzeżne szuwary i niezrozumiały, często zabawny język miejscowych. Co do Gardy, to odnieśliśmy wrażenie, że to już nie Włochy, a kolejny bundesland. Na drodze przeważają luksusowe samochody z niemieckim rejestracjami, zaś przydrożne reklamy i restauracyjne menu atakują nas językiem Goethego. Darmowych parkingów brak, a te płatne nie rozpieszczają polskich kieszeni. Nie umniejsza to jednak w niczym piękna samego akwenu. Strome górskie stoki opadające w krystalicznie czystą wodną toń. Cudo. Już dla samych widoków warto tu przyjechać. Obiecujemy, że po trafieniu szóstki w lotka jeszcze tam wrócimy :).








środa, 19 października 2011

Werona, czyli miasto pełne japońskich turystów


Dziś na poprawę humoru zdjęcia z Werony, miasta kłębiących się tłumów turystów oraz błysku fleszy. Można ponarzekać na tłok lecz ludzie nie przyjeżdżają tam bez powodu, gdyż miasto jest naprawdę przepiękne. Ale co tu pisać, sami zobaczcie.

Zamek.





Jak Włochy to i gladiatorzy...

 ...oraz amfiteatr.




Grobowce- wiadomo, jak wieczny odpoczynek to tylko na świeżym powietrzu.




Romeo, czemu Cię jeszcze nie ma, stoję na balkonie i marznę! (czyli jak współczesna technika rozprawiłaby się z wielką miłością)- dom Julii.



Współczesny Romeo- leżak, trochę cienia i browar, oto niezawodny przepis na trwały związek :)


A u tej miłej szwaczki można zamówić sobie okolicznościową pamiątkę.

poniedziałek, 17 października 2011

SOAVE




Zmierzamy w stronę Werony, a jako, że nie lubimy jeździć zbyt długo bo to i męczące i nie bierzemy udziału w żadnym wyścigu to postanawiamy zatrzymać się po drodze w jakimś miasteczku.

Gdzie by tu zanocować?- myślimy.
Patrzymy na mapę.
-O może tu! Jakaś mała miescowość, pewnie dziura, ale chociaż będzie spokojnie- rzuca piękniejsza część naszego duetu.
-Dobra, może być, zobaczymy- odpowiada ta brzydsza.
Didol wytrzeszcza oczy w geście akceptacji. Czyli decyzja podjęta. Konsensus osiągnięty.

Dojeżdżamy. No i masz ci babo placek (czy jakoś tak). Tam znowu jakieś zamki, pałace, wąskie uliczki, stare mury i takie tam nudy. A na domiar złego darmowy parking w centrum. Na dodatek z równie darmowym podłączeniem prądu! Mamy już tego dosyć! Z żalem wspominamy Bułgarię, czy Rumunie, długie poszukiwania miejsca do stania, zastanawianie się skąd wziąć wodę, gdzie wylać ścieki. Samotne noce na klifach, z nożem pod poduszką. Eh.
Ale co tam, nie jest chyba tak źle w tych Włoszech, jakoś się przemęczymy :)






środa, 12 października 2011

Marostica è la Città degli scacchi



Marostica  słynie z tego, iż rozgrywane są tam tzw."żywe" szachy przez co raz do roku przeżywa najazd turystów, których nie są w stanie powstrzymać nawet świetnie zachowane mury obronne. My trafiliśmy tam już po tym wydarzeniu i mogliśmy napawać się senną atmosferą i spokojem tego pięknego, starego miasteczka.



Wspomniane szachy niestety widziane tylko na zdjęciach.







































































Na koniec jeszcze widok na przepełnione turystami Basano del Grappa, które niestety zwiedziliśmy tylko w stylu japońskim :)