Jesteśmy w
Makarskiej. Ostatnie tygodnie sprawiły, że poczuliśmy silną potrzebę
stałości i czegoś znanego. Dopadł nas podróżniczy burnout. Pomyślicie
pewnie: „problemy pierwszego świata... Jeżdżą po pięknych miejscach i
jeszcze mają czelność narzekać?”.
Cóż, będziemy
szczerzy - dokładnie tak to wygląda. Kempingu oraz ciągłego
przemieszczania się mamy po prostu dosyć. Przestaliśmy czuć radość na
myśl o kolejnym dniu, a ekscytacja, która zwykle towarzyszy nam przed
pierwszą wizytą na naturystycznych plażach, gdzieś ulotniła się. Po
prostu straciliśmy chęć do dalszego odkrywania.
Dobrze jest mieć miejsca, do których chce się wracać. Taką przestrzeń, w której można odpuścić szaleństwo zaliczania kolejnych atrakcji i po prostu być. Dlatego zostajemy tu na cały miesiąc.



