środa, 9 września 2026

Hipisi-naturyści: Raj utracony

 
Kiedy szliśmy rano zakurzoną drogą na plażę naturystyczną, zwaną przez miejscowych Hidden Paradise, co jakiś czas mijały nas policyjne radiowozy. Pomyśleliśmy, że policjanci mają tu klawe życie - wożą się bez celu po bocznych dróżkach, leniwie popalając papierosy. Kiedy dotarliśmy na miejsce, okazało się, jak bardzo się myliliśmy. Otóż stróżowie prawa wracali z poważnej akcji, podczas której w palącym słońcu i pocie czoła niszczyli przyplażową osadę hipisów-naturystów.
 

Gdy zeszliśmy stromym klifem w dół, naszym oczom ukazał się obraz nędzy i rozpaczy: poprzewracane namioty i biegający pośród nich ludzie, próbujący uratować resztki swojego dobytku. Po rozmowie z nimi okazało się, że lokalne władze planują wydzierżawić ten teren pod prywatny bar. Będzie to prawdopodobnie równoznaczne ze zniknięciem kolejnego urokliwego punktu z naturystycznej mapy okolicy.
 

Oczywiście kwestią dyskusyjną pozostaje to, czy samowolne konstrukcje i koczowanie na dziko sprzyjają społeczności naturystów - pojawiają się przecież pytania o estetykę, śmieci i ochronę środowiska. W naszym przypadku jedno jest jednak pewne: jest nam do tych ludzi tysiąc razy bliżej niż do tych, którzy niszczą takie miejsca, by postawić kolejną oazę komercji i masowej konsumpcji.