Dlaczego,
dlaczego, dlaczego? Chcielibyśmy wykrzyczeć to pytanie na cały głos,
stojąc pośrodku tego tłumu. Dlaczego zajmujecie to jedno z niewielu
przeznaczonych dla nas miejsc - czyż mało jest pięknych plaż w okolicy?
Dlaczego, jeśli już tu jesteście, nie traktujecie go z szacunkiem?
Dookoła walają się śmieci, sterty gówna wyzierają zza niemal każdego
krzaka, a obskurne papiery latają na wietrze. A trzecie „dlaczego” to:
czemu nie cieszycie się przyrodą, ciszą, szumem morza? Czy na pewno
potrzebujecie na plaży dudniącej muzyki oraz alkoholu?
Nie wykrzyczymy
tego jednak, bo groźne miny głównie bułgarskich plażowiczów oraz obawa o
własne uzębienie skutecznie nas przed tym powstrzymują. Smutek miesza
się z obrzydzeniem. To miało być przecież niemal legendarne,
naturystyczne miejsce...
Kolejnego dnia trafiliśmy
wreszcie na prawdziwą plażę naturystyczną. Po poprzednim rozczarowaniu
los zgotował dla nas godne pocieszenie. Położona tuż przy wiosce
Kalamitsi, w pięknej zatoczce z widokiem na strome klify, jest
prawdziwym diamentem oraz dumnym bastionem naturyzmu na półwyspie
Sithonia. Panuje tu świetna, luźna atmosfera, a towarzystwo jest
wyśmienite. Dominują pary w średnim wieku, są samotne kobiety, rodziny z
dziećmi, pary jednopłciowe - pełne spektrum. Wszyscy zachowują się
kulturalnie i spokojnie, z pełnym szacunkiem dla innych plażowiczów.
Grecjo, oby tak dalej!



