czwartek, 17 września 2026

Albania

 
Spędziliśmy w Albanii zaledwie kilka dni, lecz przejechaliśmy ją z południa na północ, nie wypada więc o niej nie napisać. Zmiana jest zauważalna zaraz po przekroczeniu greckiej granicy: ludzie są inni, domy różnią się od tych w Helladzie, a samochody częściej są niemieckiej produkcji i mają gwiazdę na masce. Bieda miesza się tu z luksusem - Mercedesy wyprzedzają konne wozy, a bezpańskie psy uganiają się za równie bezpańskimi kotami. No i śmieci. Nie ma co ukrywać, jest brudno, po prostu panuje syf.
 

 
Nocowaliśmy w dwóch miejscach: w Pogradcu oraz w Szkodrze. Obie miejscowości leżą nad jeziorami - jedna na południu, druga na północy kraju. Dzieli je jednak nie tylko odległość w kilometrach, ale i w szeroko pojętym rozwoju. 


W tej pierwszej, pomimo jej kurortowych aspiracji, jest niezły bajzel. Nie byliśmy w Indiach, ale podejrzewamy, że śmiało można by tu nakręcić o nich film, oszczędzając przy tym sporo budżetu na podróże. W centrum miasta znajdą się nawet krowy. Szkodra zaś to już inny świat. Na eleganckim deptaku w centrum knajpy tętnią życiem, a angielski słychać częściej niż albański. 

Dwa światy, jeden kraj. I taka chyba właśnie jest Albania - pełna kontrastów, lecz prąca do przodu.