Och, nieszczęsne
Vodice - czemuśmy do was trafili? Przecież nie ma tu ani pięknych
naturystycznych plaż, ani nawet szczególnie urokliwych zakątków. Owszem,
możecie pochwalić się dość klimatyczną, choć skromną starówką… i w
zasadzie na tym lista atrakcji się kończy.
Jest jednak
jedna rzecz, której nie brakuje - rozbudowana baza noclegowa. A to, w
połączeniu z zimową aurą, oznacza po prostu przystępne ceny. I właśnie
dlatego tu wylądowaliśmy. Z czystego, pragmatycznego skąpstwa.
Na szczęście całkiem niedaleko wyłania się z morza Wyspa Murter - i to ona, po tym nieco przydługim wstępie, będzie bohaterką tego posta. To miejsce ze wszech miar warte odwiedzenia, łączące dziką przyrodę z ludzkimi tworami w postaci urokliwych miasteczek. Te drugie jednak sobie darujmy i przejdźmy do tego, co interesuje nas najbardziej - dzikich, odludnych plaż i małych zatoczek oddalonych od cywilizacji. Tych na wyspie naprawdę nie brakuje.
Co prawda
na tym skrawku lądu nie znajdziecie oficjalnych plaż naturystycznych ani
wielu miejsc oznaczonych symbolem FKK, ale nie powinno to powstrzymać
was przed brodzeniem w wodzie w stroju Adama. My wygrzewaliśmy się w
negliżu w kilku lokalizacjach - bez najmniejszych problemów. Z naszego
researchu wynika, że i wy nie powinniście ich mieć.
Linia brzegowa jest długa i zróżnicowana - każdy znajdzie tu swoją przestrzeń. Wystarczy odejść od głównych skupisk ludzi, a można delektować się ciszą, wolnością i nagością.
Szczególnie warto zajrzeć w okolice kempingu Kosirina, który według różnych źródeł uchodzi za miejsce w części przyjazne naturystom - wystarczy rozbić się nieco na uboczu i można spędzić niemal cały urlop bez ubrań. Podobno im dalej od szczytu sezonu, tym łatwiej zrezygnować ze stroju. Okoliczne plaże natomiast bywają licznie zasiedlane przez golasów. Nie są to może rozległe przestrzenie, raczej kilka kameralnych zatoczek, ale miejsca powinno wystarczyć. Zawsze też można rozłożyć ręcznik na dość przyjaznych, w miarę płaskich skałach do nich przylegających.
Skusicie się?







