Jak myślicie, czy
to, że słowa Eden oraz Hvar mają tyle samo liter, jest czystym
przypadkiem? Czy w ogóle można wierzyć w takie zbiegi okoliczności?
Według nas zdecydowanie nie. Gdyż Hvar to prawdziwy Eden, czyli Raj
właśnie, szczególnie jeśli popatrzymy na tę chorwacką wyspę przez
pryzmat naturyzmu - ze szczególnym akcentem na naturę, gdyż ta jest
tutaj wręcz oszałamiająca.
Dzikie, piękne plaże, urokliwe zatoki,
odludne szlaki - wszystko to sprzyja wypoczynkowi bez ubrań. Nie ma tu
wielkich hoteli, ekskluzywnych resortów ani panoszącego się glampingu.
Są jedynie dwa skromne kempingi w starym stylu i to chyba wszystko. Brak
również ciągnących się kilometrami plaż najeżonych leżakami. Są za to
liczne, często wymagające wysiłku, by do nich dotrzeć, zatoczki. Tylko
cisza, delikatny powiew wiatru, szum fal oraz wy i przyroda. Pełna
intymność.
Jesteśmy tutaj już niecały tydzień i spędzimy jeszcze najbliższe trzy, mamy więc nadzieję, że uda się nam poznać choć część tajemnic tej wspaniałej wyspy.



