środa, 18 marca 2026

Nie zawsze taka miła ta Milna

 
Prawdziwy poszukiwacz cielesnej wolności zrobi niemal wszystko, by jej doznać. Będzie przemierzał w palącym słońcu kilometry usłanych kamieniami szlaków, potykając się przy tym o wystające korzenie; błądził, smagany po plecach przez kłujące gałęzie pośród zielonych gęstwin; czy pokonywał doliny i wzniesienia, nie bacząc na skalę przewyższeń. Wreszcie zaryzykuje upadek w śmiercionośną przepaść, by tylko trafić do ziemskiego naturystycznego raju.

Takim to właśnie trudom musieliśmy sprostać w drodze do plaży Mała Milna. Oczywiście odrobinę przesadzamy :). Ale tylko troszkę, bo naprawdę nie było łatwo. Szczególnie zejście do zatoczki oraz powrót na ścieżkę nie należały do najłatwiejszych i przysporzyły nam trochę stresu.


Czy było warto? Zdecydowanie. I choć znajdująca się bliżej miejscowości, oznaczona napisami FKK wschodnia część, położona na skałach (wbrew pozorom łatwiej na nią dotrzeć), nie jest tak komfortowa do wylegiwania się w słońcu, to poza sezonem cała plaża może należeć tylko do was.
 

Wspaniała, rozległa, otoczona z trzech stron przez klify zatoka. Czego chcieć więcej? Pewnie wielu rzeczy ;) W tym przypadku jednak mniej znaczy więcej, a piękno przyrody i spokój zrekompensują wam brak turystycznej infrastruktury.
 

Zresztą starczy już tych słów - niech przemówią obrazy.