Prawdziwy
poszukiwacz cielesnej wolności zrobi niemal wszystko, by jej doznać.
Będzie przemierzał w palącym słońcu kilometry usłanych kamieniami
szlaków, potykając się przy tym o wystające korzenie; błądził, smagany
po plecach przez kłujące gałęzie pośród zielonych gęstwin; czy pokonywał
doliny i wzniesienia, nie bacząc na skalę przewyższeń. Wreszcie
zaryzykuje upadek w śmiercionośną przepaść, by tylko trafić do
ziemskiego naturystycznego raju.
Takim to właśnie trudom musieliśmy sprostać w drodze do plaży Mała Milna. Oczywiście odrobinę przesadzamy :). Ale tylko troszkę, bo naprawdę nie było łatwo. Szczególnie zejście do zatoczki oraz powrót na ścieżkę nie należały do najłatwiejszych i przysporzyły nam trochę stresu.
Czy było
warto? Zdecydowanie. I choć znajdująca się bliżej miejscowości,
oznaczona napisami FKK wschodnia część, położona na skałach (wbrew
pozorom łatwiej na nią dotrzeć), nie jest tak komfortowa do wylegiwania
się w słońcu, to poza sezonem cała plaża może należeć tylko do was.
Wspaniała,
rozległa, otoczona z trzech stron przez klify zatoka. Czego chcieć
więcej? Pewnie wielu rzeczy ;) W tym przypadku jednak mniej znaczy
więcej, a piękno przyrody i spokój zrekompensują wam brak turystycznej
infrastruktury.
Zresztą starczy już tych słów - niech przemówią obrazy.







