W ostatnim wpisie biadoliliśmy, że zostało nam jeszcze tylko kilka dni szwajcarskiej niedoli. Życie i czas to tak przewrotne zjawiska, że choć ponoć są względne, w naszym przypadku pędzą jedynie naprzód. I tak z kilku dni przed wyjazdem teleportowaliśmy się do momentu parę dób po powrocie. Powoli zdrapujemy swoje ciała z podłogi, do której przykleiły się jeszcze w krainie Helwetów - przydeptane tam ichnim, ciężkim buciorem.
W towarzystwie dźwięków strzykającego kręgosłupa prostujemy z wolna pokornie zgięte karki, a płynąca śmielej do mózgu krew nadaje naszym licom zdrowsze barwy. Parafrazując klasyka, można powiedzieć, że wstajemy z kolan, a wzrok nasz dumnie i bohatersko biegnie ku przyszłości. A cóż tam na nas czeka? Jak to co! Niezliczone przygody, dalekie podróże i cały kolorowy bukiet nadchodzących wrażeń! :)



