Już prawie, już
tuż - tuż. Za kilka dni skończy się nasza szwajcarska niedola. Tu boli,
tam strzyka, siła z człowieka powoli umyka. Natrętny budzik da nam w
końcu spokój, choć w tym przypadku gniazdujące za oknem ptaki skutecznie
ubiegają go w tej rywalizacji, wydzierając dzioby już od bladego świtu.
Jakby wygłodniałe po zbyt długiej nocy chciały połknąć nieśmiało
wschodzące słońce.
Dla nas natomiast nocny wypoczynek jest zdecydowanie zbyt krótki. Zresztą cóż to za piekielny wynalazek - budzik. Budzik, grafik i terminarz. W terminarzu zaś czają się terminy, niczym miny na wojennym szlaku.
Jak możecie wywnioskować z tonu tekstu - zmęczenie ogarnęło nie tylko nasze ciała, ale i umysły. Dość więc. Nie zamierzamy się już dalej żalić czy biadolić. Jeszcze tylko kilka dni, jeszcze parę nocy i jedyne brzęczenie, którego będziemy słuchać, dobiegać będzie z wypełnionych po brzegi frankami sakiewek.
Ach, cóż to za piękna muzyka!





