piątek, 1 maja 2026

Karkonoski kręcioł

 
Ostatni wpis sugerował, że to już koniec eksploracji okolicy i nie pozostało nam nic innego, jak pakowanie manatków i ruszanie w drogę ku Szwajcarii. Tak też myśleliśmy, publikując go. Mieliśmy zamiar wypoczywać do niedzieli, zbierając przy tym siły – niczym zawodowy bokser przygotowujący się do ciężkiej walki.
 

Nie spodziewaliśmy się jednak, że w Karkonoszach zawita tak wspaniała pogoda, a nasze serca zaczną domagać się nasycenia górskimi pejzażami. Tak na zapas. Co prawda w Helwetii tychże nie brakuje (krajobrazów, bo z sercami to już różnie), ale co swoje, to swoje.


Można powiedzieć, że dopadł nas sudecki kręcioł, który objawił się tym, że dzień po dniu, wczesnym rankiem, wybywaliśmy na szlak. Zresztą zobaczcie sami. Odwiedziliśmy zarówno Karpacz, jak i Szklarską Porębę, by sycić oczy jednymi z najpiękniejszych widoków. Był Mały i Wielki Staw, były Śnieżne Kotły. Kawusia w Strzesze Akademickiej, a następnego dnia w Schronisku pod Łabskim Szczytem.


Był pot i była gęsia skórka wywołana tymi widokami. Dziesiątki kilometrów i… wielki niedosyt. Bo jeszcze tyle przed nami.