piątek, 15 maja 2026

Znowu ta wstrętna, nadęta Szwajcaria ;)

 
Każdą kwestię, niemal każdy temat, można przedstawić dwojako - z zupełnie opozycyjnych perspektyw. Posłuchajcie.
 

Świat widziany przez instagramowe, różowe okulary:
 
 
Już od jakiegoś czasu bytujemy sobie wesoło na wschodnioszwajcarskiej riwierze. Z okien naszego pokoju roztacza się wspaniały widok na jezioro Walensee oraz wyrastające z jego turkusowych wód majestatyczne Alpy. Dni spędzamy na świeżym powietrzu, delektując się jego czystością i wygrzewając ciała w delikatnych promieniach późnowiosennego słońca. Rytm doby wyznaczają nam cykle natury. Wstajemy wraz ze śpiewem ptaków, a kładziemy się spać razem ze znikającym za górami światłem. Godziny mijają spokojnie, niczym puchate obłoczki sunące po błękitnym niebie. Od czasu do czasu wdajemy się w uroczą pogawędkę z niezwykle przyjaznymi tubylcami. Cóż to za życzliwy naród - po prostu do rany przyłóż. Jemy prosto, śpimy twardo. Jest wspaniale.
 

 
A teraz coś z dzienniczka pesymisty, pseudonim: Smutas.
 
   
Znowu ta wstrętna, nadęta Szwajcaria. Niech się wypchają tymi swoimi frankami. Mieszkamy na jakimś zadupiu - w małej wsi pośród niczego, dodatkowo odciętej od świata zimnym jeziorem i przerażającymi górami. Cały dzień na zewnątrz - czy to w palącym słońcu, czy w przeszywającym chłodem wietrze albo lodowatym deszczu. W końcu to dopiero wiosna. Od poranka na nogach. Zasrane ptaszyska drą dzioby już od bladego świtu, budząc nas szybciej niż budzik. Od pierwszego kroku wyczekujemy nadejścia wieczoru, a wraz z nim chwili wytchnienia. Do tego ci wstrętni Szwajcarzy - trują dupę przy byle okazji. Idźcie lepiej już do domu przeliczać kasę w samotności. Całe szczęście z każdą minutą jesteśmy bliżej końca. A do tego codziennie to samo: makaron z fasolą, fasola z makaronem. Jezu, niech to już przeminie. Chcemy do domu.
 

Jak myślicie, która wersja jest prawdziwa? Która jest nam bliższa?
 
 

Werble…
 

Obie ;)