Każdą kwestię, niemal każdy temat, można przedstawić dwojako - z zupełnie opozycyjnych perspektyw. Posłuchajcie.
Świat widziany przez instagramowe, różowe okulary:
Już od
jakiegoś czasu bytujemy sobie wesoło na wschodnioszwajcarskiej riwierze.
Z okien naszego pokoju roztacza się wspaniały widok na jezioro Walensee
oraz wyrastające z jego turkusowych wód majestatyczne Alpy. Dni
spędzamy na świeżym powietrzu, delektując się jego czystością i
wygrzewając ciała w delikatnych promieniach późnowiosennego słońca. Rytm
doby wyznaczają nam cykle natury. Wstajemy wraz ze śpiewem ptaków, a
kładziemy się spać razem ze znikającym za górami światłem. Godziny
mijają spokojnie, niczym puchate obłoczki sunące po błękitnym niebie. Od
czasu do czasu wdajemy się w uroczą pogawędkę z niezwykle przyjaznymi
tubylcami. Cóż to za życzliwy naród - po prostu do rany przyłóż. Jemy
prosto, śpimy twardo. Jest wspaniale.
Znowu ta
wstrętna, nadęta Szwajcaria. Niech się wypchają tymi swoimi frankami.
Mieszkamy na jakimś zadupiu - w małej wsi pośród niczego, dodatkowo
odciętej od świata zimnym jeziorem i przerażającymi górami. Cały dzień
na zewnątrz - czy to w palącym słońcu, czy w przeszywającym chłodem
wietrze albo lodowatym deszczu. W końcu to dopiero wiosna. Od poranka na
nogach. Zasrane ptaszyska drą dzioby już od bladego świtu, budząc nas
szybciej niż budzik. Od pierwszego kroku wyczekujemy nadejścia wieczoru,
a wraz z nim chwili wytchnienia. Do tego ci wstrętni Szwajcarzy - trują
dupę przy byle okazji. Idźcie lepiej już do domu przeliczać kasę w
samotności. Całe szczęście z każdą minutą jesteśmy bliżej końca. A do
tego codziennie to samo: makaron z fasolą, fasola z makaronem. Jezu,
niech to już przeminie. Chcemy do domu.
Obie ;)







