Jak to się mówi:
pierwsze koty za płoty. Po przebyciu skąpanej w słońcu betonowej pustyni
oraz spowitych kurzem polnych dróg (szliśmy z naszego kempingu około
godziny) dotarliśmy do pierwszej podczas tego wyjazdu
quasi-naturystycznej plaży. Nazywa się Agios Mamas Beach. Jest długa,
jest piaszczysta, jest na swój sposób piękna i... oprócz nas nie było na
niej innych golasów. Zaczęliśmy odrobinę bliżej miasta, by z czasem
sukcesywnie, pod naporem tekstylnej armii przesuwać się coraz dalej i
dalej.
W końcu wylądowaliśmy pomiędzy dwoma odzianymi w stroje kąpielowe
obozami. Zaś my stanowiliśmy swoistą naturystyczną wyspę na tym
tekstylnym plażowym morzu. Ponoć plaża jest uznawana za przyjazną
naturystom, a nawet tak oznaczona na Google Maps, ale widocznie nie tym
razem. W pewnym momencie dołączył do nas młody chłopak z Albanii i to by
było na tyle. Zobaczymy podczas kolejnej wizyty, może jutro ktoś więcej
będzie bronił z nami naturystycznego honoru tej plaży.


