Rok nabrał już porządnego rozpędu, mamy niemal koniec lutego, a my jeszcze nie plażowaliśmy. Toż to przecież niemal wiosna, trzeba to czym prędzej nadrobić. Ostatnie zimy spędzaliśmy w Hiszpanii, która przyzwyczaiła nas do słońca i morskich kąpieli w samym środku zimy. Chorwacja to mimo wszystko nie Półwysep Iberyjski, ale i tutaj można się wygrzać przy skałach.
Prognoza pogody wydała się nam na tyle kusząca, że niemal o poranku czym prędzej ruszyliśmy na spacer w stronę sąsiedniej miejscowości Selce, gdzie na samym jej końcu ulokowana jest całkiem urokliwa naturystyczna plaża. Gdyby nie fakt, iż wyściełające ją kamyczki potrafią osiągać rozmiary przerośniętych tenisowych piłeczek, byłaby to lokacja z tych bliżej górnej skali ocen.
Jeśli jednak jesteśmy w stanie wpasować się w to niezbyt komfortowe podłoże, to trudno przyczepić się już do czegokolwiek.
Otoczona urokliwymi klifami piękna zatoka i towarzyszący jej oszałamiający widok na ulokowaną naprzeciwko wyspę Krk, Masyw Welebitu, a także istryjskie wzgórza. Do tego spokojna, mroźna woda. Czego chcieć więcej?
Może cieplejszego morza, gdyż takie temperatury potrafią powykręcać kostki podczas brodzenia przy brzegu. Co prawda niektórzy poświęcili się dla sztuki fotografii i dali nura do zdjęcia :)
Tak więc wizytę w tym naturystycznym skrawku raju należy bez wątpienia uznać za udaną. Byle nie było gorzej, a fakt, że powoli zmierzamy do Dalmacji, ze szczególnym akcentem na wyspę Hvar, napawa nas sporym optymizmem na przyszłość.






