sobota, 21 lutego 2026

Austriacki horror

Po wyrwaniu się z objęć austriackiego horroru udało się nam szczęśliwie dotrzeć nad spokojny Adriatyk. Dlaczego kraj ludzi sytych oraz wielbiących porządek określamy synonimem koszmaru, potworności czy też okropności? Ano dlatego, że wszystkie te słowa są jak najbardziej zasadne i na miejscu.

Droga z czeskiego Mikulova do chorwackiej Crikvenicy, czyli - wydawałoby się - komfortowe sześćset kilometrów autostradą, zajęła nam czternaście godzin. Przedzieraliśmy się przez wszechobecny śnieg. Śnieg w powietrzu, śnieg na nawierzchni, zacinający śnieg, zamknięte lotniska, dworce i autostrady. Ślizgające się ciężarówki, samochody wyściełające rowy. Totalny paraliż. A w samym środku - my.


Całe szczęście nic się nie stało, a kilka nowych siwych włosów będziemy traktować jako jedyną materialną pamiątkę tego przeżycia. Zostawmy więc za sobą to, co złe. To, co było, niech powoli rozpływa się w mętnej zupie wspomnień. My natomiast, patrząc w morze, kierujmy myśli ku nadchodzącej wiośnie, którą spędzimy nad błękitnym Adriatykiem.
 

Teraz niech towarzyszy nam jedynie pozbawione chmur niebo, kojący szum fal oraz nabierające z każdym dniem śmiałości słońce.

Może będzie i tak, że pod wpływem tych kojących czynników siwe włosy na powrót zabarwią się na poprzedni kolor :)