Tak szybko pędzimy przez życie - czas niczym piasek przesypuje się nam między palcami. Dopiero co mieliśmy go pełne garście, a już pozostało bardzo niewiele. Mimo że zaciskamy palce, on i tak przedostaje się przez szczeliny. Ubywa go i ubywa. Konsekwentnie. Nieubłaganie.
Czy jest coś cenniejszego? Gdyby dziś ktoś ofiarował wam kilka milionów w
dowolnej walucie w zamian za to, że jutro nastanie wasz ostatni poranek
- przystalibyście na taką propozycję? Oczywiście, że nie! To oznacza,
że wasz jutrzejszy dzień jest wart więcej niż zawrotne sumy pieniędzy,
więcej niż wszystkie skarby świata. A my mimo to marnujemy go tak
beztrosko. Palimy w piecu chciwości naszym najcenniejszym dobrem,
spuszczamy go w kraterach ekranów niczym poranny stolec.
Pomyślcie: jako dzieci chętnie bawiliśmy się w odkrywców, wcielaliśmy w role podróżników, awanturników, a nawet łotrów. Liczyła się przygoda, ekscytacja i barwne chwile - nawet jeśli tylko w sferze imaginacji. Fakt, niektórzy udawali, że są kasjerami, albo spędzali czas, zamiatając pokój zabawkową miotełką. Szczęściarze! Ich marzenia było dość łatwo spełnić. Nie współczujcie więc sprzątaczce czy obsługującej was właśnie pracownicy Biedronki - może właśnie teraz realizują swoje dziecięce sny.
A wy? Czy naprawdę szczytem waszych pragnień było zostanie kierownikiem regionalnym do spraw sprzedaży rzeczy zbędnych albo wypełniaczem komórek w Excelu? Nie traktujcie tego jako atak czy zarzut. Ważne jest wasze szczęście, nic ponad to. Priorytety się zmieniają, pragnienia obierają inny kierunek. Jesteście szczęśliwi? W porządku, tak trzymać! Lecz jeśli nie? Wiecie przecież, jaka jest najcenniejsza waluta. Wykupcie się więc z tej niewoli, sprawcie sobie drabinę i wygrzebcie z lochu, w którym pogrzebaliście własne marzenia.




