Wyobraźcie sobie
niezamieszkałą, odciętą od świata morską tonią wyspę, gdzie możecie
przez cały dzień swobodnie poruszać się nago. Słońce przypieka
delikatnie waszą nieskrępowaną ubiorem skórę, zaś docierający do uszu
dźwięk wydawany przez spienione fale rozbijające się łagodnie o brzeg
uspokaja umysł. Znajdujecie się na tyle blisko stałego lądu, by móc
korzystać z jego uroków i na tyle daleko, aby czuć się swobodnie w
stroju Adama. Jeżeli już spotkacie innych rozbitków, to oni również
zapewne będą nadzy. Dni spędzane tam mijają wam spokojnie i
nieśpiesznie, a jedyne problemy jakie macie to: czy piwo jest
wystarczająco zimne, a fale niezbyt duże, żeby nie utrudniały kąpieli w
przyjemnie ciepłej wodzie. Czy istnieje w ogóle takie miejsce, czy
rzeczywistość może być tak wspaniała? Czy może ponosi nas fantazja...